Usiadła, rozglądając się. Po raz pierwszy w życiu zgubiła się w jakimś miejscu, ze świadomością, że nie ma absolutnie żadnego punktu odniesienia, który pomógłby jej wrócić na ścieżkę, czy chociaż rzekę, wzdłuż której mogłaby podążać. Każdy jej zmysł był w tej chwili bezużyteczny - Dźwięki lasu nie zdołają zaprowadzić jej do domu, więc tym bardziej go nie zobaczy, ani nie wyczuje, nie wspominając już o dotyku. On także był nieprzydatny w tej sytuacji. Pozostało jej tylko iść przed siebie, licząc na to, że spotka się z kimś ze stada, kto mało-wiele orientuje się w otaczającym ją terenie.
Wdrapała się (zapewne niezbyt zgrabnie, ale cóż poradzić, gdy wrodzona, zakodowana genetycznie ociężałość, tak bardzo nie pasowała do tego, jak się zachowywała - W takiej sytuacji byłaby przecież jakimś ptakiem, bądź zwinnym, naziemnym stworzeniem) na sporawy głaz, licząc, iż w jakimkolwiek, choćby najmniejszym stopniu, pomoże on jej, w odnalezieniu znajomych terenów. Niestety - Nie pomógł. Wciąż widziała przed sobą tylko wszechobecny, świerkowy las i pełne białych kłębów - chmur - niebo. Westchnęła, ubolewając nad beznadziejnością sytuacji, w jakiej się znalazła.
Zlazła z głazu i ruszyła przed siebie - Nie miała zamiaru się poddawać, choćby miałaby wędrować przez tydzień, a nawet miesiąc. Każdy krok stawiała z coraz większym przekonaniem, że postępuje słusznie, więc i również wyżej unosiła łeb, stawiając uszy, wypatrując znajomych obiektów, czy też pragnąc posłyszeć utarty w swej pamięci głos.
Dostrzegła w oddali coś, o kolorze tęczy, tyle, że z pewnością nie było tęczą. Było to coś puchatego, od dawna nie układanego, w co wplątane były pojedyncze gałązki i jakiś czarny robaczek.
- Halo...? - Rzuciła, wpatrując się w tą swoistą anomalię.
Ogon wysunął się zza krzewów, a im bardziej był widoczny, tym większą część sylwetki jakiegoś stworzenia mogła dostrzec. W końcu ciekawski pysk łypał na nią podejrzliwie, a w jego oczach, błyszczały turkusowe refleksy... A może te oczy były turkusowe?
- Och... - Wyrwało się istocie, gdy zeskanowała wzrokiem jej sylwetkę.
- Nie musisz się obawiać - Mruknęła łagodnie. - Nie zrobię ci krzywdy.
- To... Dobrze... - Wymamrotało stworzenie. - Szukam schronienia. Znasz jakieś?
Jej ciało spięło się delikatnie, bowiem zawsze tak robiło, gdy istniała szansa na nowego członka w szeregach grupy.
- Tak, bo widzisz, jestem przewodniczką stada...
- Stada? - Uciął jej.
- No... Tak... Stada. Przyjmujemy w swe szeregi zarówno stworzenia "normalne", jak i te "dziwniejsze", choć osobiście uważam, że nikogo nie powinno dzielić się w ten sposób.
Istota zadumała się.
- Czyli przyjmujecie KAŻDEGO? N-nawet... No może... Mnie?
Poczuła przyjemne ciepło w sercu. Kolejny członek. To cudowne!
- Oczywiście! - Nagle zmieszała się. - Ale wiesz... Teraz tak trochę się... Zgubiłam. I nie wiem za bardzo, jak znaleźć drogę. Może byś pomógł na miarę swoich możliwości? Albo najlepiej zacznijmy od tego, jak się nazywasz.
- Bloom... Jestem Bloom - Przedstawił się niepewnie. - A ty?
- Eros, czyli założycielka stada In The Footsteps Of Strange Paws - Odparła.
- In The Footsteps Of Strange Paws? - Dopytał. - Dłuższej nazwy nie dało się wymyślić? - Zażartował.
- Och - Parsknęła. - Widzisz, miałam wtedy taki kaprys. Więc pomożesz mi się tu odnaleźć?
Bloom wyprostował się dumnie.
- Jasne.
<522 słowa + Ten sam dzień, w którym opublikowano opowiadanie = 20 Divitae>
Bloom? c:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eros. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 marca 2018
sobota, 27 stycznia 2018
Eros (CD Ron) - "Wyhowywanie Ron'a"
Zmarszczyła nos. Jaskinia nie pachniała za ciekawie, dlatego też za punkt honoru obrała sobie jak najszybszą ucieczkę.
- Długo tu nie sprzątałeś? - Zagaiła, delikatnie odchylając się do tyłu.
Lis zamrugał kilkakrotnie, spojrzał jej w oczy i ewidentnie starał się dociec, co też takiego powiedziała. Wywróciła oczyma, ani trochę nie starając się tego ukryć. Jak można kompletnie ignorować swojego rozmówcę, a potem wcale się z tym nie kryć?
- Eee... - Stęknął Ronald. - O-oczywiście...
Zmrużyła oczy, po czym odparła beztrosko:
- No to super. Zabierz się za to od razu, żeby potem nie było kłopotu - Rudzielec wytrzeszczył na nią oczy, ale pokiwał głową. - To ja już idę. Chyba sobie poradzisz. Do widzenia!
I opuściła jaskinię, z satysfakcją notując w umyśle, że Ron już zawsze będzie słuchał każdego słowa drugiego zwierzęcia, najzwyczajniej bojąc się o podobną omyłkę. Najwyższy czas, by zacząć go wychowywać.
~*~*~
Po krótkim maratonie, polegającym na odwiedzeniu miejsca zamieszkania Rogue'a, w końcu udała się do swej jaskini... A raczej półki skalnej z zadaszeniem.
Gęste pnącza oddzielały grotę od świata zewnętrznego. Mała luka pozwalała, jednak sączyć się ospale do wnętrza jaskini promieniom słońca. Wskoczyła przez nią.
Umościła się wygodnie na prowizorycznym posłaniu ze skóry jakiegoś już dawno upolowanego przez nią zwierzęcia. Ułożyła pysk na łapie i pozwoliła swoim uszom opaść. Była wykończona.
To całe stado, to nie aż taki lekki kawałek chleba. Każda pojedyncza prośba kierowana była tylko i wyłącznie do niej, a i sama się pogrążając, załatwiała dodatkowe sprawy członków grupy.
Już od dawna nie zanotowała nic w swoim notesie. Kiedy to ostatnio było? W Grudniu? A może Listopadzie?
Jęknęła cicho, moszcząc się wygodniej; układając ogon wzdłuż ciała, wyciągając komicznie tylne łapy i kładąc głowę na boku. Niektórzy uważali, że taka pozycja (pełna poskręcanych członków - czy to łap, czy to uszu i ogona) nie jest zbyt komfortowa. Ona, jednak dorastała w licznym miocie, więc spróbujcie sobie wyobrazić, jak ciężko było znaleźć miejsce przy sutku matki. Przez to nikt nie narzekał, nawet jak rodzeństwo deptało Ci po głowie, albo ogonie - Liczył się dostęp do mleka i przyjemnie rozgrzanego ciała rodzicielki.
W tej pozycji zasnęła, z głową pełną sentymentalnych wspomnień z dzieciństwa, z migającymi przed oczyma gatunkami fauny i flory z kajetu, z myślami błądzącymi gdzieś swobodnie w dal...
Nie wiedziałam, któż to ma odpisać, ale trzeba zaangażować Panterę xd
Domyślcie się, kto wyśle następną część...
Rogue? cx
- Długo tu nie sprzątałeś? - Zagaiła, delikatnie odchylając się do tyłu.
Lis zamrugał kilkakrotnie, spojrzał jej w oczy i ewidentnie starał się dociec, co też takiego powiedziała. Wywróciła oczyma, ani trochę nie starając się tego ukryć. Jak można kompletnie ignorować swojego rozmówcę, a potem wcale się z tym nie kryć?
- Eee... - Stęknął Ronald. - O-oczywiście...
Zmrużyła oczy, po czym odparła beztrosko:
- No to super. Zabierz się za to od razu, żeby potem nie było kłopotu - Rudzielec wytrzeszczył na nią oczy, ale pokiwał głową. - To ja już idę. Chyba sobie poradzisz. Do widzenia!
I opuściła jaskinię, z satysfakcją notując w umyśle, że Ron już zawsze będzie słuchał każdego słowa drugiego zwierzęcia, najzwyczajniej bojąc się o podobną omyłkę. Najwyższy czas, by zacząć go wychowywać.
~*~*~
Po krótkim maratonie, polegającym na odwiedzeniu miejsca zamieszkania Rogue'a, w końcu udała się do swej jaskini... A raczej półki skalnej z zadaszeniem.
Gęste pnącza oddzielały grotę od świata zewnętrznego. Mała luka pozwalała, jednak sączyć się ospale do wnętrza jaskini promieniom słońca. Wskoczyła przez nią.
Umościła się wygodnie na prowizorycznym posłaniu ze skóry jakiegoś już dawno upolowanego przez nią zwierzęcia. Ułożyła pysk na łapie i pozwoliła swoim uszom opaść. Była wykończona.
To całe stado, to nie aż taki lekki kawałek chleba. Każda pojedyncza prośba kierowana była tylko i wyłącznie do niej, a i sama się pogrążając, załatwiała dodatkowe sprawy członków grupy.
Już od dawna nie zanotowała nic w swoim notesie. Kiedy to ostatnio było? W Grudniu? A może Listopadzie?
Jęknęła cicho, moszcząc się wygodniej; układając ogon wzdłuż ciała, wyciągając komicznie tylne łapy i kładąc głowę na boku. Niektórzy uważali, że taka pozycja (pełna poskręcanych członków - czy to łap, czy to uszu i ogona) nie jest zbyt komfortowa. Ona, jednak dorastała w licznym miocie, więc spróbujcie sobie wyobrazić, jak ciężko było znaleźć miejsce przy sutku matki. Przez to nikt nie narzekał, nawet jak rodzeństwo deptało Ci po głowie, albo ogonie - Liczył się dostęp do mleka i przyjemnie rozgrzanego ciała rodzicielki.
W tej pozycji zasnęła, z głową pełną sentymentalnych wspomnień z dzieciństwa, z migającymi przed oczyma gatunkami fauny i flory z kajetu, z myślami błądzącymi gdzieś swobodnie w dal...
Nie wiedziałam, któż to ma odpisać, ale trzeba zaangażować Panterę xd
Domyślcie się, kto wyśle następną część...
Rogue? cx
sobota, 13 stycznia 2018
Eros (CD Liarra) - "Dobra nowina"
Uśmiechnęła się lekko. Serce drgnęło jej na widok miny zbitego wilka, która wykwitła na pysku Liar.
- Oczywiście - odparła. - Są Płaskie wodospady, to dość niedaleko... No i Góry czarnej pożogi, ale tam lepiej się nie zapuszczać...
Wolferoon postawił uszy, a w jej oczach zadrgały ogniki szczęścia.
- Zaprowadzisz mnie tam? Proszę...! - Zaskamlała.
Nie mogła jej, przecież odmówić. Była za miękka, by skruszyć wypełnione nadzieją serce Liarry.
- Jasne, chodź - Mruknęła, ruszając w stronę gęstego lasu.
~*~*~
- Och... - Ciche westchnienie rozdarło krępującą ciszę, która towarzyszyła im w wędrówce. Wolferoon z zapartym tchem zaczął obserwować liczne wodospady, bezwiednie opadające ku przepaści, między licznymi wysokimi górami.
- Pięknie, prawda? - Zapytała obejmując spojrzeniem otaczający je, majestatyczny krajobraz.
- Tak.
Liarra zaczęła stąpać powoli ku urwisku. W końcu, gdy wydawało się, że zaraz stamtąd spadnie (już chciała biec w jej stronę, krzycząc: "Liar, stój!") ona usiadła i ze stoickim spokojem zaciągnęła się górskim powietrzem.
Odetchnęła z ulgą.
Podeszła do niej, ostrożnie wymierzając każdy pojedynczy krok, bowiem perspektywa przepaści wywoływała u niej zawroty głowy. Nienawidziła wysokości.
- I jak? Podoba Ci się tu, mimo, że nie ma tu śniegu?
- Jasne... Tutaj jest niesamowicie. Nawet pachnie podobnie, jak w domu.
Dostrzegła podejrzany błysk w kąciku jej ślepi. Odwróciła zakłopotana wzrok, dostrzegając, że Liar'rze zeszkliły się oczy.
Odczekała kilka sekund i znowu zagaiła, na pozór beztrosko:
- Jest tu kilka grot, nor, czy jaskiń. Jak chcesz, to nie widzę kłopotu, żebyś się tu osiedliła. Ron chyba się ucieszy; cała nora jego - Dodała, chichocąc cicho.
- Mówisz poważnie...?
- Nie mam w zwyczaju żartować z takich spraw...
Liarra poderwała się z ziemi i zaczęła wydawać z siebie serię bliżej nieokreślonych dźwięków, mających zapewne symbolizować niewymiarzalne szczęście samicy.
Parsknęła, wstała i udała się, by przekazać Ron'owi "dobrą nowinę".
Ron? =^.^=
- Oczywiście - odparła. - Są Płaskie wodospady, to dość niedaleko... No i Góry czarnej pożogi, ale tam lepiej się nie zapuszczać...
Wolferoon postawił uszy, a w jej oczach zadrgały ogniki szczęścia.
- Zaprowadzisz mnie tam? Proszę...! - Zaskamlała.
Nie mogła jej, przecież odmówić. Była za miękka, by skruszyć wypełnione nadzieją serce Liarry.
- Jasne, chodź - Mruknęła, ruszając w stronę gęstego lasu.
~*~*~
- Och... - Ciche westchnienie rozdarło krępującą ciszę, która towarzyszyła im w wędrówce. Wolferoon z zapartym tchem zaczął obserwować liczne wodospady, bezwiednie opadające ku przepaści, między licznymi wysokimi górami.
- Pięknie, prawda? - Zapytała obejmując spojrzeniem otaczający je, majestatyczny krajobraz.
- Tak.
Liarra zaczęła stąpać powoli ku urwisku. W końcu, gdy wydawało się, że zaraz stamtąd spadnie (już chciała biec w jej stronę, krzycząc: "Liar, stój!") ona usiadła i ze stoickim spokojem zaciągnęła się górskim powietrzem.
Odetchnęła z ulgą.
Podeszła do niej, ostrożnie wymierzając każdy pojedynczy krok, bowiem perspektywa przepaści wywoływała u niej zawroty głowy. Nienawidziła wysokości.
- I jak? Podoba Ci się tu, mimo, że nie ma tu śniegu?
- Jasne... Tutaj jest niesamowicie. Nawet pachnie podobnie, jak w domu.
Dostrzegła podejrzany błysk w kąciku jej ślepi. Odwróciła zakłopotana wzrok, dostrzegając, że Liar'rze zeszkliły się oczy.
Odczekała kilka sekund i znowu zagaiła, na pozór beztrosko:
- Jest tu kilka grot, nor, czy jaskiń. Jak chcesz, to nie widzę kłopotu, żebyś się tu osiedliła. Ron chyba się ucieszy; cała nora jego - Dodała, chichocąc cicho.
- Mówisz poważnie...?
- Nie mam w zwyczaju żartować z takich spraw...
Liarra poderwała się z ziemi i zaczęła wydawać z siebie serię bliżej nieokreślonych dźwięków, mających zapewne symbolizować niewymiarzalne szczęście samicy.
Parsknęła, wstała i udała się, by przekazać Ron'owi "dobrą nowinę".
Ron? =^.^=
piątek, 5 stycznia 2018
Od Eros (CD Sarazal) - "Męcząca sytuacja"
Podniosła wzrok, dostrzegając karłowatą wilczycę. Jej sierść była mlecznobiała, prócz symetrycznych obwódek, wokół oczu, uszu oraz komicznie wyglądających skarpet na czterech łapach - Wszystko to było matowo-czarne. Było jeszcze coś, co aż nad zbyt zaskarbiało sobie uwagę osób trzecich, a mianowicie duże rozłożyste skrzydła, których pióra kojarzyły jej się z ptasim pierzem. Zdawałoby się, że sią wielce niesymetryczne, w stosunku do filigranowej sylwetki przybyszki...
Harpia uwięziona pod szponami Rogue'a zaczęła się szamotać, przypominając o swojej obecności i krzycząc:
- Sarazal! Sarazal, ratuj! To kanibale! Chcą mnie zjeść! - Zaskrzeczała tak nieprzyjemnie, że aż podkuliła swoje własne uszy.
- Wcale nie chcieliśmy Cię zjeść - Zaprzeczyła, marszcząc nos, bowiem skrzek stawał się coraz bardziej uciążliwy. - Co najwyżej wpisać do kajetu.
Harpia zamarła.
- Jakiego kajetu?
Westchnęła, cudem powstrzymując się od wywrócenia oczyma. Cała ta sytuacja zdawała się być już nieco męcząca.
- Mojego notesu. Jestem od k r y w c z y n i ą i dbam, by o d k r y w a ć coraz to nowe gatunki stworzeń... Względnie je opisywać, aby to znaleźć wyjątek, potwierdzający regułę. Możesz go puścić, Rogue.
Samiec rzucił jej nieprzychylne, podejrzliwe spojrzenie, ale łaskawie uniósł łapę. Harpia zaszamotała skrzydłami, niezgrabnie czołgnęła się z ziemi, po czym wzbiła się ku niebu i zniknęła gdzieś między kłębami chmur.
- Harpik! - Milcząca wadera pisnęła z naganą w głosie.
Już rozchylała skrzydła, by podzielić los towarzysza, ale Rogue zawarczał. Nie miał zamiaru pozwolić jej uciec.
Domniemana Sarazal rzuciła w jego stronę spłoszone spojrzenie i zwinęła swoje "ptasie narządy".
- Jestem Eros i bynajmniej nie zamierzam zrobić Ci krzywdy. Chciałabym tylko dowiedzieć się co-nieco o Twoim gatunku... Pustynne wilki są tutaj dość rzadko spotykane.
Rogue przysiadł z grymasem znudzenia na pysku i odwrócił wzrok.
Wadera, nabrawszy odwagi, rzuciła z nonszalancją w głosie:
- Pytaj.
Samiec uchwycił kątem oka jej sylwetkę, prychnął i ponownie skupił się na jakimś bliżej nieokreślonym obiekcie w oddali.
- No więc... Ten... - Nagłe zmiany postawy... Skąd ona to znała? - Może zacznijmy od tego, co Cię tu sprowadza?
Sarazal zamrugała i zaczęła opowiadać.
Sarazal?
Harpia uwięziona pod szponami Rogue'a zaczęła się szamotać, przypominając o swojej obecności i krzycząc:
- Sarazal! Sarazal, ratuj! To kanibale! Chcą mnie zjeść! - Zaskrzeczała tak nieprzyjemnie, że aż podkuliła swoje własne uszy.
- Wcale nie chcieliśmy Cię zjeść - Zaprzeczyła, marszcząc nos, bowiem skrzek stawał się coraz bardziej uciążliwy. - Co najwyżej wpisać do kajetu.
Harpia zamarła.
- Jakiego kajetu?
Westchnęła, cudem powstrzymując się od wywrócenia oczyma. Cała ta sytuacja zdawała się być już nieco męcząca.
- Mojego notesu. Jestem od k r y w c z y n i ą i dbam, by o d k r y w a ć coraz to nowe gatunki stworzeń... Względnie je opisywać, aby to znaleźć wyjątek, potwierdzający regułę. Możesz go puścić, Rogue.
Samiec rzucił jej nieprzychylne, podejrzliwe spojrzenie, ale łaskawie uniósł łapę. Harpia zaszamotała skrzydłami, niezgrabnie czołgnęła się z ziemi, po czym wzbiła się ku niebu i zniknęła gdzieś między kłębami chmur.
- Harpik! - Milcząca wadera pisnęła z naganą w głosie.
Już rozchylała skrzydła, by podzielić los towarzysza, ale Rogue zawarczał. Nie miał zamiaru pozwolić jej uciec.
Domniemana Sarazal rzuciła w jego stronę spłoszone spojrzenie i zwinęła swoje "ptasie narządy".
- Jestem Eros i bynajmniej nie zamierzam zrobić Ci krzywdy. Chciałabym tylko dowiedzieć się co-nieco o Twoim gatunku... Pustynne wilki są tutaj dość rzadko spotykane.
Rogue przysiadł z grymasem znudzenia na pysku i odwrócił wzrok.
Wadera, nabrawszy odwagi, rzuciła z nonszalancją w głosie:
- Pytaj.
Samiec uchwycił kątem oka jej sylwetkę, prychnął i ponownie skupił się na jakimś bliżej nieokreślonym obiekcie w oddali.
- No więc... Ten... - Nagłe zmiany postawy... Skąd ona to znała? - Może zacznijmy od tego, co Cię tu sprowadza?
Sarazal zamrugała i zaczęła opowiadać.
Sarazal?
środa, 27 grudnia 2017
Eros (CD Rogue) - "Dom dla gościa"
<Chcę tylko przypomnieć, że akcja opowiadania dzieje się na początku grudnia, jeszcze wtedy, gdy aktywni byli tylko Rogue, Ron i ja. Liarra doszła dopiero potem, a zatem umownie stwierdzić możemy, iż pod koniec dnia reprezentowanego w moim odpisie. Pozdrawiam~>
Postawiła uszy. Zdziwiła ją nagła szybkość wyrzucanych przez pysk stwora słów, tym bardziej, że wcześniej zastanawiał się chwilkę, nim dobrał każdy pojedynczy wyraz. Teraz, jednak postanowiła grzecznie udzielić odpowiedzi na zadane pytanie.
- Dosłownie chwilkę przed tym, jak Cię spotkałam zauważyłam Lisa, który oznajmił, iż chętnie dołączy do watahy - przerwała, pozwalając Rogue'owi przyswoić tę informację, w między czasie rzucając krótkie: "Nie uwierzysz, jak bardzo przez tę chwilę zmieniła się pogoda... To typowe, ale wciąż mnie dziwi...". - Ma na imię Ron i jest dość... Lisiasty... No, wiesz. Sprytny, skoczny, arogancki...
- Tak, tak... - potwierdził, gorliwie kiwając łbem.
Wzięła wdech i kontynuowała:
- Ciężko jest opowiadać o tutejszych terenach, bo są na prawdę różne, ale mogę za to powiedzieć, że z pewnością nie będziesz się tutaj nudził - skwitowała z uśmiechem.
Wykrzywił pysk w typowo zwierzęcym grymasie, mającym przypominać uśmiech i rozejrzał się dookoła.
- Wygląda na to, że przestaje padać...
Pokierowała wzrok, zgodnie z kątem, który obserwował on i cicho przytaknęła.
- No więc, może zaprowadzę Cię do jakiejś nory w centrum stada? Będziesz miał stamtąd praktycznie wszędzie blisko. Do lasu na polowanie, nad rzekę po wodę, w góry po świeże powietrze i na obrzeżach, a to już nieco dalej, jest taki stary, opuszczony zamek, zamieszkały, przez różnorakie bestie... To po dreszczyk emocji. - Parsknęła cicho, widząc, że sam stwór wyszczerzył kły. - To chodź.
Wstali i skierowali się ku Centrum.
~*~*~
-... Także tu możesz zamieszkać - zakończyła luźną pogawędkę, towarzyszącą im w podróży.
Rozejrzał się po jaskini.
- Ładnie. - Ocenił.
Grota była duża, tak by Rogue się w niej pomieścił i jeszcze mógł zaprosić kilku znajomków. Może nie smoka, ale zdecydowanie ona sama, Ron i jeszcze jakiś gość czuli by się tu dość swobodnie.
- To ja Cię już zostawiam - odrzekła, wycofując się. - Mam mnóstwo roboty, pa!
- Pa... - odpowiedział niemrawo, dokonując oględzin swego nowego miejsca zamieszkania.
Opuszczając jaskinię, pozwoliła uśmiechowi wpełznąć na swój pysk. Lubiła uszczęśliwiać innych.
C.D.N
(Tak, raduj się, bo daję Ci spokój cx)
C.D.N
(Tak, raduj się, bo daję Ci spokój cx)
niedziela, 3 grudnia 2017
Eros (CD Liarra) - "Kłamliwa i niegodna zaufania"
- Daleko jeszcze? - zagadnął zniechęcony lis.
Westchnęła cicho. Coraz bardziej żałowała swej decyzji, odnośnie przyjęcia chytrego Rudzielca do stada. Nie lubiła, jednak spisywać kogoś na straty - Może w środku jest zupełnie inny?
Wdepnęła w rozległą kałużę, ochlapując Ron'a, który odskoczył i syknął cicho pod nosem.
- Nie. Zostały z dwie-trzy minuty... - odparła.
Nagle coś głucho łupnęło o ziemię. Przed jej oczyma stanęło wysokie, dziwaczne stworzenie.
Czuła, że oczy jej błysnęły. Był to najprawdziwszy egzemplarz Wolferoon'a!
Coś zaniepokoiło ją, jednak. Stworzenia te zamieszkują wierzchołki gór, lub wysokie granie, a nie Araykę. Ani południową, ani północną, a już na pewno nie równiny, na jakich się znajdują.
Tymczasem przybysz pochylił łeb i położył po sobie długie uszy.
Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to blizna rozchodząca się od środka pobielałego oka. Ewidentnie nikt o nią wcześniej nie zadbał; rana, w prawdzie, zespoiła się, lecz niektóre skrawki rozdartego mięsa, wciąż świeciły charakterystycznym dla nagiej skóry różem. A taka blizna winna pokryta być, przynajmniej szczenięcym meszkiem, zwłaszcza, że nie wyglądała na wcale taką nową.
- Witam... - jako pierwszy rozbrzmiał przenikliwy głos Ron'a.
- Witam. - Wilczyca odparła krótko, z charakterystycznym dla mieszkańców gór szorstkim akcentem.
- Mogę wiedzieć, co Cię tu sprowadza? - wyrwało jej się.
Wolferoon spojrzał jej prosto w oczy i odrzekł:
- Lodowce zasypały moją jaskinię. Musiałam znaleźć jakąś drogę ucieczki, więc udałam się w dół zboczy. Po długiej tułaczce trafiłam tutaj...
Jej głos zdawał się być pełen bólu i taki prawdziwy... Nie mogła, po prostu nie mogła nie mówić czystej, niczym nie zmąconej prawdy.
- Możesz zakwaterować się na moich terenach... Warunki, pewnie nie będą Ci sprzyjały, lecz cóż poradzić - tylko tyle mogę Ci zaoferować.
Wilczyca postawiła uszy.
- Byłabym dozgonnie wdzięczna. Jestem Liarra - Liar.
- A ja Eros. Miło mi Cię poznać. Chodź; zaprowadzę Cię.
Ruszyli razem, wydeptaną przez dziką zwierzynę ścieżką, a gdy Liar się oddaliła, Rudzielec, który dotąd milczał przemówił:
- Ona jest jakaś dziwna... Kłamliwa. Nie powinnaś jej ufać.
Kłamliwa? Nie godna zaufania? Możecie sobie przybić piątkę...
Liar? ^^
Westchnęła cicho. Coraz bardziej żałowała swej decyzji, odnośnie przyjęcia chytrego Rudzielca do stada. Nie lubiła, jednak spisywać kogoś na straty - Może w środku jest zupełnie inny?
Wdepnęła w rozległą kałużę, ochlapując Ron'a, który odskoczył i syknął cicho pod nosem.
- Nie. Zostały z dwie-trzy minuty... - odparła.
Nagle coś głucho łupnęło o ziemię. Przed jej oczyma stanęło wysokie, dziwaczne stworzenie.
Czuła, że oczy jej błysnęły. Był to najprawdziwszy egzemplarz Wolferoon'a!
Coś zaniepokoiło ją, jednak. Stworzenia te zamieszkują wierzchołki gór, lub wysokie granie, a nie Araykę. Ani południową, ani północną, a już na pewno nie równiny, na jakich się znajdują.
Tymczasem przybysz pochylił łeb i położył po sobie długie uszy.
Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to blizna rozchodząca się od środka pobielałego oka. Ewidentnie nikt o nią wcześniej nie zadbał; rana, w prawdzie, zespoiła się, lecz niektóre skrawki rozdartego mięsa, wciąż świeciły charakterystycznym dla nagiej skóry różem. A taka blizna winna pokryta być, przynajmniej szczenięcym meszkiem, zwłaszcza, że nie wyglądała na wcale taką nową.
- Witam... - jako pierwszy rozbrzmiał przenikliwy głos Ron'a.
- Witam. - Wilczyca odparła krótko, z charakterystycznym dla mieszkańców gór szorstkim akcentem.
- Mogę wiedzieć, co Cię tu sprowadza? - wyrwało jej się.
Wolferoon spojrzał jej prosto w oczy i odrzekł:
- Lodowce zasypały moją jaskinię. Musiałam znaleźć jakąś drogę ucieczki, więc udałam się w dół zboczy. Po długiej tułaczce trafiłam tutaj...
Jej głos zdawał się być pełen bólu i taki prawdziwy... Nie mogła, po prostu nie mogła nie mówić czystej, niczym nie zmąconej prawdy.
- Możesz zakwaterować się na moich terenach... Warunki, pewnie nie będą Ci sprzyjały, lecz cóż poradzić - tylko tyle mogę Ci zaoferować.
Wilczyca postawiła uszy.
- Byłabym dozgonnie wdzięczna. Jestem Liarra - Liar.
- A ja Eros. Miło mi Cię poznać. Chodź; zaprowadzę Cię.
Ruszyli razem, wydeptaną przez dziką zwierzynę ścieżką, a gdy Liar się oddaliła, Rudzielec, który dotąd milczał przemówił:
- Ona jest jakaś dziwna... Kłamliwa. Nie powinnaś jej ufać.
Kłamliwa? Nie godna zaufania? Możecie sobie przybić piątkę...
Liar? ^^
sobota, 2 grudnia 2017
Eros (CD Ron) - "Lisi manipulant"
Ciche kichnięcie zwróciło jej uwagę. Zastrzygła uszami, pragnąc usłyszeć coś jeszcze.
- Halo? - rzuciła w przestrzeń, między drzewami.
Gdzieś niedaleko rozbrzmiało pełne ulgi westchnięcie.
- A już myślałem, że jesteś jakiś rozumny inaczej!
Zza krzaka wyłonił się wąski pysk, zakończony węgielkowatym nosem. Bursztynowe, lekko zwężone oczy wyraźnie monitorowały każdy jej ruch. Przez chwilę zatrzymały się na jej łapach, zwieńczonych pazurami, a ruda istota szybko przekalkulowała swoje szanse na przeżycie, w razie gdyby ona sama nie była przyjaźnie nastawiona.
- Jestem samicą. - odparła chłodno. W między czasie nie umknął jej, przecież fakt, że właściciel rudej kity zwrócił się do niej w formie męskiej.
- Och... - Rudzielec zmieszał się, ale tylko na chwilę. - Wybacz. Przecież to oczywiste, że jesteś samicą! Ta postawa, iście filigranowa sylwetka i prawdziwie damskie oczęta! Jak mogłem nie zauważyć? Prawdziwy ze mnie głupiec!
Typowy lis...
Przemknęło jej przez myśl.
Komplemenciarz, słuchacz, przyjaciel i największy wróg w jednym. A to wszystko, pewnie za jakąś nową, niestworzoną walutę, typu "sekrety', czy "informacje".
- Cieszy mnie, że nie umknęło to Twej uwadze...
Oczy lisa zwęziły się jeszcze bardziej, a on sam pochylił się spoufale.
- Skoro nasza rozmowa tak miło się ciągnie, to może jesteś w stanie zaoferować mi schronienie i jakiś posiłek? Padam z głodu, a taka dama, jak ty, zapewne nie odmówi mi pomocy!
Zacisnęła zęby. Głupi, lisi manipulanci!
- Istotnie, posiadam pewną niezamieszkaną norę. Trudno, jednak wynajmować schronienie komuś, kogo imię nie rozbrzmiało jeszcze, ni razu, podczas tej zajmującej rozmowy.
Lis przymilne pochylił łeb.
- Ach! Musiało to umknąć mej uwadze! Jestem Ron...
- Czyli Ronald?
Rudzielec, wyraźnie zniesmaczony cofnął się nieco.
- Jeśli możesz, to, mimo wszystko wolałbym Rona... A Twoje imię brzmi...?
- Eros. - odrzekła krótko.
Między nimi zapadła cisza. Niezbyt przyjemna.
- A więc gdzie ta nora? - zapytał Ron, będąc wyraźnie zniecierpliwionym.
- Na terenach mojego stada.
Uszy Rudzielca uniosły się, a oczy błysnęły chytrze.
- Wybornie! Nie dość, że taka inteligentna, to jeszcze prosperuje własnym stadem i terenami! Nie szukasz może kogoś? Kogoś, kto zadbałby o interesy grupy? W zamian oczekuję tylko schronienia i przyzwolenia na polowanie!
Ta nieoczekiwana propozycja zaskoczyła ją.
Nie.
- Oczywiście. Idealnie trafiłeś, bo akurat kogoś takiego szukam.
Przeklęty brak umiejętności odmowy.
Lis zadowolony skłonił się, mrucząc cicho:
- Prowadź, więc...
Ron?
Eros (CD Rouge) - "Właściciel wystrzępionej płachty"
Nagle zastygła. Oddech zamarł, a wzrok odpłynął nieobecny, choć nadal wpatrzony był w pewien daleki punkt.
Lało. Było to cudowne, gdyż tutejsze opady wzmacniały florę, przez co ta rozkwitała i można ją było podziwiać w pełnej krasie, ale i znaczyło, iż do końca dnia błoto będzie nieprzyjemnie mlaskać pod łapami, a sierść zacznie się lepić, plątać i stanie się dwa razy cięższa.
Fioletowo-szaro-zielony kształt nadal poruszał się dalej, niestrudzenie brnąc przez ulewę. W oddali zagrzmiało, powodując, że podskoczyła, wybudzając się ze swoistego szoku.
- Ej, ty! - spróbowała przekrzyczeć burzę.
Istota nic sobie z tego nie robiła. Może jej nie usłyszała, a może po prostu ją ignorowała... Jak to miało w zwyczaju większość stworzeń.
Nie chcąc spisywać nieznajomego osobnika na straty, ponowiła swą próbę.
Nic. Nadal.
Przygaszona zaczęła się odwracać. Krzyczała tak głośno, że niemożliwością byłoby jej nie usłyszeć. Osobnik miał ją gdzieś.
Nagle czarne niebo rozdarła błyskawica, której końcówka sięgnęła korony drzewa, tym samym ją zapalając. Pożar szybko się rozprzestrzenił, wkrótce zajmując całe drzewo.
Z niebezpiecznej okolicy dało się usłyszeć stłumione "pyknięcie". Trzon drzewa, choć wytrzymały, w końcu poddał się najgorętszemu z żywiołów.
Kolejny trzask rozbrzmiał wśród burzy. Korona drzewa pochyliła się, zmuszając trzon do zastąpienia jej miejsca. Drzewo runęło prosto w stronę przybysza.
- Uważaj!
Gardło ją zapiekło, struny głosowe niewyobrażalnie szarpnęły, a oczy rozszerzyły do maksymalnych rozmiarów.
Stwór dostrzegł zagrożenie, odskakując. Niestety, nawet jego refleks nie był w stanie uchronić go, przed jedną z grubszych gałęzi, która przygniotła jakąś część jego ciała.
Na szczęście ogień w kontakcie z mokrym błotem, dodatkowo nękany przez deszcz, szybko ugasł.
Podbiegła i pomogła skamlącemu cicho stworzeniu, odzianemu w jakąś dziwaczną płachtę.
Gałąź po kilku kopniakach ustąpiła. Pomogła wstać przybyszowi i dysząc cicho wskazała pierwszą-lepszą grotę w okolicy.
Stwór zrozumiał nieme polecenie i pognał zaraz za nią, w kierunku względnie suchego schronienia.
Dopiero gdy wbiegli do nory i złapali kilka oddechów, raczył się odezwać.
- Dziękuję... - Jego głos wciąż przesiąknięty był niechcianą dawką adrenaliny, a sama postać stworzenia drżała.
- Jasne. - Odpowiedziała niezbyt składnie i padła na ziemię, również trzęsąc się.
Przybysz ciężko przełknął ślinę i pochylił łeb, dopiero po chwili zdradzając:
- Jestem Rouge.
- Eros... - Znów posłużyła się krótką i niezbyt składną odpowiedzią.
- Czy wiesz... - Potrzebował przerwy na zaczerpnięcie powietrza. - ... gdzie jestem?
Westchnęła cicho, czując, że jej oddech powoli się wyrównuje.
- Na terenach mojego stada...
Istota potrzebowała chwili na przetrawienie nowej informacji.
- Jak się nazywa to stado?
- Ach... - jęknęła cicho. - To dość długa nazwa. W skrócie mówić można ITFOSP.
- Itfosp?
- Przeliterować? - zaoferowała, nieco dokuczliwe.
- Nie, nie... - Odmówił grzecznie. - Prowadzicie może rekrutację?
Zamyśliła się, powstając.
- Tak... - Starała się stłumić szalejące w niej emocje. Musiała być profesjonalna.
- Więc... Czy... Może... Ja... Mógłbym? - zająknął się, odwracając wzrok.
O ile na początku zdawał się mieć do wszystkiego dystans, tak teraz był, po prostu nieco zagubionym, zawstydzonym swym położeniem, odzianym w mokrą szmatę stworem, o dziwnym wyglądzie. Idealny do jej stada.
- Wiesz... Nie wiem o Tobie za wiele, oprócz tego, że jesteś wysoki i masz dziwne zamiłowanie do noszenia na sobie podartych płacht.
- Słucham? - Zamrugał kilkakrotnie, po czym zrzucił z siebie tę przemoczoną szmatę. - O, nie!
Jej zdaniem bez niej wyglądał o wiele normalniej, więc nie rozumiała gdzie leży problem w utracie wystrzępionej płachty, także po prostu nic nie mówiła.
Chwycił materiał w pysk i spróbował go wysuszyć, miotając łbem na wszystkie strony. Nie przyniosło to żadnego efektu, prócz tego, że obsypani zostali kropelkami wody.
- Posłuchaj... - jęknęła w końcu. - To nic nie da.
Stwór spojrzał na swoje odzienie i z rezygnacją złożył je na ziemi.
- Znając nasze warunki klimatyczne, to... Coś, szybko wyschnie. Na razie musisz się obyć bez tego, ale chyba dasz radę.
Rouge przytaknął.
- Więc wracając do wątku: Może opowiesz mi o sobie? Poza tym, to nie widzę problemu.
- Naprawdę? - dopytał gorliwie.
- Em... No... Tak...
Istota z werwą nabrała powietrza w płuca i zaczęła opowiadać o sobie i o tym, skąd się tu wzięła.
Rouge
niedziela, 26 listopada 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)
