Może i kaszel Umbry jej nie zbudził, jednak ciężkie kroki na śniegu - już tak. Biały puch skrzypiał pod wątłym cielskiem bestii, która jak widać, niezbyt zadowolona z towarzystwa samicy postanowiła opuścić skromne progi jaskini i wyruszyć na samotne poszukiwania.
Geniusz się znalazł.
Może i Liar czuła przed nim respekt, i wiedziała, że ma "zachować parę metrów bezpieczeństwa" jednak pomimo niezbyt przyjaznych relacji między nią a Umbrą czuła za niego odpowiedzialność w górach.
Oblizała pysk, spijając trochę wody z dołka który ówczesnej służył za misę dla jej towarzysza, i wyprostowała się, czując, jak przeskakują jej niektóre kręgi w zdrętwiałych łapach. Wyszła z nory, i stanęła na obitej lodem półce skalnej. Zaciągnęła się rozrzedzonym powietrzem. Na pewno niska zawartość tlenu przeszkadza Umbrze.
Wolferoon rozglądnął się dookoła, szukając wzrokiem chodzącego (według jej subiektywnej opinii) trupa, i pomimo, iż nie dojrzała jego sylwetki, to węsząc chwilę po śniegu udała się za jego zapachem. Był bardzo wyraźny, pachniał stęchlizną, i pewnością siebie. Niczym nie przypominał tutejszych zwierząt.
Szła już dobrą godzinę, czując coraz większą adrenalinę. Dawno tutaj nie była. Zmieniło się jednak wiele, między innymi, nie widać żadnych Feniksów lodowych. Zupełna pustka, spowodowana brakiem pożywienia, przerażała wilczycę. Odbiła się z tylnych łap, wskakując coraz to wyżej na stromą ścianę Lhotse, i wspięła się na sam szczyt ośmio tysięcznika. Wiatr wiał niemiłosiernie, układając futro Liarry wzdłuż ciała. Lodowaty wiatr przywiał zapach innego przedstawiciela jej gatunku. Zaparła się łapami, i zawyła w ten szczególny sposób, przerażający, ciężki, pewny, który pokazuje, kto jest panem gór. Przestała wyć dopiero wtedy, gdy jej oczom, może kilometr niżej ukazała się blada sylwetka jakiegoś zwierzęcia.
Czyżby kozica?
Ale tak wysoko?
Wolferoon bez większego namysłu skoczył w dół. Jej ciężkie ciało uderzyło o grań, jednak ta, wiedziona instynktem biegła w dół, uderzając boleśnie o bryły lodu. Widząc zwierzynę skoczyła bez namysłu, ciągnąc ją za sobą w przepaść. Momentalnie skręciła jej kark, przedtem posyłając jej pełne mordu spojrzenie. W wilczycy zaczął się budzić instynkt przetrwania i żądzy krwi. Skuczeniem przywołała znajomego, lodowego feniska. Jedyny gatunek, z którym żyła w pełnej zgodzie i harmonii. Zostawiła mu połowę zwierzyny, i ruszyła przed siebie. Dopiero teraz czuła skutki pościgu. Była cała poobijana, jej białe futro było uplamione krwią a łapy bolały od potłuczeń. Jednak nie to martwiło Liar.
Zastrzygła uszami. Usłyszała coś, co napełniło ją obawą, strachem, niepewnością. Wsłuchała się chwilę w góry, zamykając oczy. Dopiero po chwili coś do niej dotarło.
Czyżby lawina?
Nie... Burza?!
Jej zabliźnione oko zabłyszczało, a ciało przeszły ciarki. Gdzieś w górach błądzi bestia. Wilczyca nic nie wiedziała o jego gatunku, więc przekonana, że ten jest gdzieś tutaj, pośród lodowców rzuciła się w pościg, szukając go. Ślepota śnieżna, choroba wysokościowa, każdy jeden nieprzemyślany ruch mógł spowodować śmierć. A przecież Umbra był złożony z samych kości. Czy w takim razie mógł się rozpaść?
Zaczęła przeraźliwie wyć, chcąc znaleźć bestię. Bała się go.
Nawet bardzo.
Ale to nie umywało faktu, że czuła, iż musi go odnaleźć.
<482 słowa = 0 Divitae>
Umbra?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liarra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liarra. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 marca 2018
sobota, 24 lutego 2018
Od Liarry (CD Shira) - "Następne znajomości?"
Wbiła potężne łapy w ziemię tak, że kolorowa kulka pierza odbiła się od niej i wylądowała dwa, może trzy metry dalej. Syknęła cicho, oberwała w pysk... ze skrzydła? Popatrzyła na samicę niepewnie, nie wiedząc, czego może się po niej spodziewać. Widząc jej z lekka wystraszoną minę usiadła na zimnej ściółce i patrzyła na nią wymownie.
-Yhh... Skąd jesteś? Bo na pewno nie stąd.
Powiedziała po długiej chwili by przerwać niezręczną dla niej ciszę, jednak zanim stworzenie zaczęło cokolwiek o sobie opowiadać wstała, prychając ciężko, i otrząsła pyskiem, aby sierść na klatce piersiowej na nowo przyjęła swoją wdzięczną, majestatyczną postać. Mlasnęła dwa razy, patrząc w dal, gdzie prawdopodobnie zniknął jej obiad, który wolferoon starał się upolować od dłuższego czasu. Nieporadność związana z jej zbyt masywną posturą dawała się coraz bardziej we znaki, ku jej ogromnemu nieszczęściu. No nic, samica przywykła do spotykania nowych osób w najmniej oczekiwanych momentach.
- Jeżeli już na mnie wpadłaś... I dysponujesz... Skrzydłami...? - Powiedziała, mrużąc oczy i wychylając pysk, by dokładnie przyjrzeć się anatomii zwierzęcia - To może pomóż mi znaleźć coś do jedzenia, wiesz, podzielimy się.
Zerknęła na kolorowe stworzenie, uśmiechając się. Nie widziała jeszcze takiego - u niej, w górach, przeważnie dominowało jasne umaszczenie, pozwalające wtopić się w otoczenie, co w pewnym sensie gwarantowało bezpieczeństwo.
- To jak? - Upomniała się po chwili, czekając na odpowiedź samicy.
Shira? <Innego zwierza nie widzę>
wtorek, 20 lutego 2018
Od Liarry (CD Umbra) - "Kropla krwi tego, czego nie ma"
Podniosła się obolała z jeziorka, sycząc ciężko. Gdyby nie fakt, że zwierzę się przeteleportowało, walczyła by z nim, chociażby miała przepłacać to życiem. W sumie nie masa się liczy, a spryt. Patrzyła rozwścieczona na jakąś rudą kitę, przyglądającą jej się zza krzewu malin. Szarpały nią najgorsze emocje, kumulowała się w niej żądza krwi, wywołała zwykłą drwiną z jej osoby. Wybijając się z silnie umięśnionych łap skończyła na lisa, a zatapiając zęby w jego karku napajała się odgłosem pękających kosteczek. Zostawiła padlinę, usprawiedliwiając się tym, że "w naturze nic nie ginie" i oddychała głęboko, patrząc na rudzielca z wyższością. Podniosła się, warcząc, i pokazała białe zęby, na wypadek, gdyby ktokolwiek się jej jeszcze przyglądał. Po pewnym czasie uspokoiła się chociaż trochę, słuchając gór. Nikt nie był z nimi tak zżyty, jak wilczyca, która znała każdą szczelinę tego -według jej wybrednego gustu- nieskalanego pięknem wybryku natury. Zastrzygła uszami, słysząc donośny pisk. Feniksy górskie.
Czyli... Czyli pojawił się intruz? Uśmiechnęła się wrednie, a jej przyodziane blizną oko przeszyła łuna zemsty. Liar została upokorzona przez dziwne stworzenie w walce tutaj, w lesie, ale w górach, JEJ górach, nikt nie ma prawa się z nią równać. A przynajmniej takie było zdanie wilczycy.
Popatrzyła spode łba na wzniesienie okute lodem, a z jej pyska wydał się przeraźliwy, donośny skowyt, o znacznie głębszym znaczeniu niźli jakiekolwiek szczeniackie wycie psa. Rzuciła się przed siebie, kierowana feniksem, co chwilę zerkając na ptaszysko, które prowadziło ją do intruza na jej terenach. Wolferoon był niemalże pewny, że to właśnie owo stworzenie, drwiące z jej osoby utknęło w zapewne jakiejś norze, czy jaskini.
Po paru godzinach była u podnóża góry. Prawie straciła przytomność oddychając ciężkim, wilgotnym powietrzem, w którym mieszało się milion zapachów, typowych dla lasu. Nabierając łapczywie powietrza uśmiechnęła się sarkastycznie.
-Gotuj się na śmierć, zmoro... - Wysyczała pod nosem, czując, jak coraz lepiej jej się oddycha.
Powietrze im wyżej, tym uboższe było w tlen, co dla nieprzystosowanych stworzeń, było śmiertelne.
Postawiła uszy. Mało nie zaczęła się śmiać, słysząc oddech zapewne dużego zwierza. Wybiła się najmocniej, jak potrafiła z tylnych łap, zahaczając o półkę skalną. Pod ciężarem jednej łapy lód zaczął się kruszyć, jednak ta szybko podciągnęła się na drugiej kończynie i stanęła w pełnej krasie przed wejściem do groty.
Z nozdrzy wydobywała się gęsta para, charakterystyczna dla nagłej zmiany temperatury. Liarra czuła się wybornie. Ubogie w tlen powietrze, rozrzedzone, suche... Cudowne walory jej kochanego domu.
Popatrzyła na leżące zwierzę. Idealnie jak na duszę żyjącą z kłamstwa tuszowała fascynację towarzyszem, ale i również strach, który obleciał ją, widząc jego posturę. Podeszła do niego, zachowując czujność. Przyglądnęła się zegarkowi, on, tak samo jak jego właściciel był niesamowicie intrygujący. Widząc jak bestii chce się pić przysiadła przy nim.
-Piękna aura, nieprawdaż?
Jej słowa opływały sarkazmem. Zgarnęła nieco śniegu pod masywną łapę, ówczesnej ukrywając twardym jak skała lodem niewielki dołek w ziemi, niedaleko tajemniczej zmory tak że, ta mogła spokojnie patrzeć, co wolferoon robi. Po chwili spod jej opuszków zaczęła wypływać woda, napełniając dołek. Wypiła jego zawartość na jego oczach, pozwalając, by rześka woda kapała jej z pyska. Widząc jego minę, co było ciężkie, przy zwykłej czaszce odeszła od niego na parę metrów, woląc nie ryzykować. Położyła się u leżała tak, ale dostrzegając, że ten jest gotów zaatakować i ją rozszarpać, podniosła się, i jak gdyby nigdy nic, wyszła.
- Masz.
Upuściła białego jak śnieg zająca i kopnęła go łapą, pod sam nos bestii. Bała się jej, więc jakiekolwiek bliższe kontakty wolała odstawić na później.
- Jeżeli obiecasz się mnie nie tknąć, mogę skołować wodę.
I tak się do niego nie zbliżyła. Po prostu do wcześniej wykutego dołka stopiła lodu. Śnieg nie był najlepszym rozwiązaniem, był zbyt brudny. Popatrzyła wymownie na zwierzę. Intrygowało ją, niesamowicie, jednak wiedziała, że nie odpowiadają mu jej klimaty. Wyszła z nory, czując przed nim respekt, i przysiadła nad urwiskiem, dając mu do zrozumienia, że to wszystko, na co może liczyć z jej strony, jednak nie odeszła za daleko. W zamian oczekiwała wyjaśnień, co było widać po jej przepełnionym tajemnicą wzroku.
Umbra? :>
Po paru godzinach była u podnóża góry. Prawie straciła przytomność oddychając ciężkim, wilgotnym powietrzem, w którym mieszało się milion zapachów, typowych dla lasu. Nabierając łapczywie powietrza uśmiechnęła się sarkastycznie.
-Gotuj się na śmierć, zmoro... - Wysyczała pod nosem, czując, jak coraz lepiej jej się oddycha.
Powietrze im wyżej, tym uboższe było w tlen, co dla nieprzystosowanych stworzeń, było śmiertelne.
Postawiła uszy. Mało nie zaczęła się śmiać, słysząc oddech zapewne dużego zwierza. Wybiła się najmocniej, jak potrafiła z tylnych łap, zahaczając o półkę skalną. Pod ciężarem jednej łapy lód zaczął się kruszyć, jednak ta szybko podciągnęła się na drugiej kończynie i stanęła w pełnej krasie przed wejściem do groty.
Z nozdrzy wydobywała się gęsta para, charakterystyczna dla nagłej zmiany temperatury. Liarra czuła się wybornie. Ubogie w tlen powietrze, rozrzedzone, suche... Cudowne walory jej kochanego domu.
Popatrzyła na leżące zwierzę. Idealnie jak na duszę żyjącą z kłamstwa tuszowała fascynację towarzyszem, ale i również strach, który obleciał ją, widząc jego posturę. Podeszła do niego, zachowując czujność. Przyglądnęła się zegarkowi, on, tak samo jak jego właściciel był niesamowicie intrygujący. Widząc jak bestii chce się pić przysiadła przy nim.
-Piękna aura, nieprawdaż?
Jej słowa opływały sarkazmem. Zgarnęła nieco śniegu pod masywną łapę, ówczesnej ukrywając twardym jak skała lodem niewielki dołek w ziemi, niedaleko tajemniczej zmory tak że, ta mogła spokojnie patrzeć, co wolferoon robi. Po chwili spod jej opuszków zaczęła wypływać woda, napełniając dołek. Wypiła jego zawartość na jego oczach, pozwalając, by rześka woda kapała jej z pyska. Widząc jego minę, co było ciężkie, przy zwykłej czaszce odeszła od niego na parę metrów, woląc nie ryzykować. Położyła się u leżała tak, ale dostrzegając, że ten jest gotów zaatakować i ją rozszarpać, podniosła się, i jak gdyby nigdy nic, wyszła.
- Masz.
Upuściła białego jak śnieg zająca i kopnęła go łapą, pod sam nos bestii. Bała się jej, więc jakiekolwiek bliższe kontakty wolała odstawić na później.
- Jeżeli obiecasz się mnie nie tknąć, mogę skołować wodę.
I tak się do niego nie zbliżyła. Po prostu do wcześniej wykutego dołka stopiła lodu. Śnieg nie był najlepszym rozwiązaniem, był zbyt brudny. Popatrzyła wymownie na zwierzę. Intrygowało ją, niesamowicie, jednak wiedziała, że nie odpowiadają mu jej klimaty. Wyszła z nory, czując przed nim respekt, i przysiadła nad urwiskiem, dając mu do zrozumienia, że to wszystko, na co może liczyć z jej strony, jednak nie odeszła za daleko. W zamian oczekiwała wyjaśnień, co było widać po jej przepełnionym tajemnicą wzroku.
Umbra? :>
środa, 10 stycznia 2018
Od Liarra (CD Rogue) - "Nowe terytoria"
Podeszła do wielkiego zwierzęcia, zmuszając go tym samym do odpowiedzi. Wydawał jej się najciekawszą osobą z nowo poznanych znajomych. W dodatku miał tak dziwnie charakterystyczny wygląd...
Ku jej szczęściu Rogue zaczął co nieco o sobie opowiadać, dzięki czemu nie było między nimi niezręcznej ciszy. Sama wilczyca, by jej nowy znajomy nie prowadził monologu, wtrąciła od czasu do czasu coś od siebie. Nawet nie ukrywała, że fakt, iż wychował go smok, niesamowicie ją zaintrygował.
- Jesteśmy.
Mówi, zatrzymując się niedaleko medyka. Zostawia Rogue'a i kiedy ten pogrąża się w niechętnej rozmowie z lekarzem z powodu małej pijawki, zostawia znajomego i znika na nowo, bez jakiegokolwiek słowa, w głąb lasu.
Wilczyca sama nie wiedziała, kiedy znalazła się na krańcu lasu. Nie chciała z niego wychodzić. Pomimo że wychowała się na pustyniach lodowych, w "mrocznych" klimatach czuła się o niebo lepiej. Tutaj aż raziło słońce. Oddychając ciężko przez gorąc ruszyła przed siebie targniona poczuciem ciekawości. Zastrzygła parę razy uszami, jednak nie wyczuwając niebezpieczeństwa położyła je płasko, gotowa by w razie jakiegokolwiek ataku się obronić. Zaczęła iść w stronę jednego z wodospadów, czując, że coraz gorzej jej się oddycha. Mimo uciążliwej duchoty w powietrzu podeszła bliżej wody, patrząc z zachwytem na krajobraz wodospadów. Uśmiechnęła się pod nosem, kuląc pysk.
- Może tutaj nie jest aż tak źle, jak się myślałam.
Mówi cicho, wpatrując się w wodę oczarowana. Wilczyca dopiero późno w nocy zaczęła wracać do stada Eros. Od razu zaczęła jej szukać, snując się między leżami innych wilków. Znajdując łaciatego przedstawiciela gatunku Currens autem ad solis occasum nie wiedziała, jak zadać pytanie, więc skuliła tylko łeb i powiedziała przepełnionym jednocześnie perfekcyjnie udawanym, smutnym głosem.
- Nie znam dokładnie waszych terenów. Oprócz wodospadów i lasów, nie macie tu może gór?
Chociażby najniższych.
Wlepiła w Eros przepełniony nadzieją wzrok, oczekując odpowiedzi.
Eros?
Ku jej szczęściu Rogue zaczął co nieco o sobie opowiadać, dzięki czemu nie było między nimi niezręcznej ciszy. Sama wilczyca, by jej nowy znajomy nie prowadził monologu, wtrąciła od czasu do czasu coś od siebie. Nawet nie ukrywała, że fakt, iż wychował go smok, niesamowicie ją zaintrygował.
- Jesteśmy.
Mówi, zatrzymując się niedaleko medyka. Zostawia Rogue'a i kiedy ten pogrąża się w niechętnej rozmowie z lekarzem z powodu małej pijawki, zostawia znajomego i znika na nowo, bez jakiegokolwiek słowa, w głąb lasu.
Wilczyca sama nie wiedziała, kiedy znalazła się na krańcu lasu. Nie chciała z niego wychodzić. Pomimo że wychowała się na pustyniach lodowych, w "mrocznych" klimatach czuła się o niebo lepiej. Tutaj aż raziło słońce. Oddychając ciężko przez gorąc ruszyła przed siebie targniona poczuciem ciekawości. Zastrzygła parę razy uszami, jednak nie wyczuwając niebezpieczeństwa położyła je płasko, gotowa by w razie jakiegokolwiek ataku się obronić. Zaczęła iść w stronę jednego z wodospadów, czując, że coraz gorzej jej się oddycha. Mimo uciążliwej duchoty w powietrzu podeszła bliżej wody, patrząc z zachwytem na krajobraz wodospadów. Uśmiechnęła się pod nosem, kuląc pysk.
- Może tutaj nie jest aż tak źle, jak się myślałam.
Mówi cicho, wpatrując się w wodę oczarowana. Wilczyca dopiero późno w nocy zaczęła wracać do stada Eros. Od razu zaczęła jej szukać, snując się między leżami innych wilków. Znajdując łaciatego przedstawiciela gatunku Currens autem ad solis occasum nie wiedziała, jak zadać pytanie, więc skuliła tylko łeb i powiedziała przepełnionym jednocześnie perfekcyjnie udawanym, smutnym głosem.
- Nie znam dokładnie waszych terenów. Oprócz wodospadów i lasów, nie macie tu może gór?
Chociażby najniższych.
Wlepiła w Eros przepełniony nadzieją wzrok, oczekując odpowiedzi.
Eros?
sobota, 16 grudnia 2017
Liarra (CD Ron) - "Tęsknota"
Szła przez płożące się maliny, wbijając sobie w opuszki łap kolce, na co tylko zagryzła szczękę nie chcąc robić z siebie ofiary. Była głodna i niewyspana. Tutejszy klimat był dla niej za ciepły, mimo, iż Eros wybrała dla niej najchłodniejszy sektor. Wilczyca po chwili zatrzymała się i spuściła łeb, wydychając ciężko lodowate powietrze, które przez wilgotny, mglisty, i ciepły poranek przybrało formę bialuteńkiego, gęstego dymu. Zamknęła zła oczy, czując, że jest głodna, i to bardzo. Musiała coś zjeść, szybko, inaczej straci zupełnie siły, a wtedy już w ogóle nie wróci do domu. Po chwili stanęła, i zastrzygła ogromnymi uszami, patrząc przerażona przed siebie. Słyszała ciche piski, przypominające skrobanie pazurami o metal. A takie odgłosy, mogło wydawać tylko jedne zwierzę. Puściła się biegiem, a ciężkie uderzanie łap o ziemie z pewnością płoszyło wszelką zwierzynę dookoła. Zatrzymała się w spowitym mgłą zagajniku, unosząc łeb.
- Nie wierzę... - Powiedziała cicho oczarowana, widząc dużego ptaka siedzącego na gałęzi.
Wyglądał jak Feniks, jednak ten był niebieski, a na piórach ogonowych malowało się coś na rodzaj lodu. Jak widać nie tylko ona uciekła ze swojego domu. Kiedy dość pokaźnych rozmiarów ptaszysko wzbiło się do góry, i zaczęło pikować na dół, wilczyna zaczęła się z nim ścigać, chociaż nie miała za dużych szans. Patrząc za siebie, zobaczyła smugę lodu, jaką obydwa zwierzęta zostawiły po biegu.
- Brakuje mi gór i lodu i śniegu. I domu - Powiedziała cicho, przejeżdżając łapą po topniejącym lodzie.
Uniosła zawiedziona łeb, kiedy niemowy przyjaciel zaszybował na niebie, i odleciał, w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Wilczyca dopiero teraz zobaczyła lisa, kiedy ten niezdarnie nadepnął na gałąź.
- Co to jest - Powiedział rudzielec, patrząc z niesmakiem na lód, a raczej jego resztki. Coraz bardziej dziwne zachowanie Liar mu się nie podobało.
- To... Sama nie wiem. Każde stworzenie z mojej krainy tak ma. Zostawia po sobie smugę lodu, kiedy jest nam za ciepło.
Popatrzyła na właściciela rudej kity z wyższością, jednak nie na długo. Postawiła uszy, coś czaiło się w krzakach...
Ron?
poniedziałek, 4 grudnia 2017
Liarra (CD Eros) - "Zaufanie to podstawa"
Przy każdym jednym kroku, wilczyca zostawiała lekko zaszronione ślady. Co prawda, po chwili delikatna otoczka lodu się topiła, na co Liar patrzyła z niesmakiem. Brakowało jej gór, i to bardzo. Słysząc ciche szepty, postawiła szybko uszy.
-Słyszałam, lisie. Słuch mam, akurat bardzo dobry. - powiedziała, śmiejąc się cicho pod nosem.
Oddaliła się od zwierząt, widząc, jak rudzielec zgromił ją wzrokiem. Musi pokazać, że nie chce ich zdominować, szczególnie Eros, u której na jakiś czas musi się zatrzymać i dowiedzieć co-nieco o tutejszych terenach.
- Tutaj spędzicie trochę czasu... - oznajmiła Eros. - To najchłodniejszy sektor. Potem wymyślę lepsze miejsce...
Kiedy przyszli, popatrzyła na wszystko czujnym okiem. Kilkoro szczeniąt, paręnaście dorosłych wilków, nieco młodzieniaszków... Czuła się taka... Wyrośnięta. No cóż, wzrost tutaj odgrywał znaczącą rolę. Poza tym, Wolferoony są masywniej zbudowane od zwinnych lisów, czy gatunku jej nowej znajomej. Widząc wzrok niektórych dorosłych osobników skarciła się w duszy za to, że znowu musi użyć kłamstwa i gry aktorskiej, po czym przybrała najbardziej niewinną, zbitą, i niepewną postawę, na jaką ją było stać, chowając się delikatnie za Eros. Wilczyca nie miała najmniejszego pojęcia, jak zacząć rozmowę. Przedstawić się? Wytłumaczyć, co tu robi? Patrzyła na wszystkich po kolei, i zaczęła mówić pewnym tonem, chociaż zdało wyczuć się tam nutę uległości.
-(..) sytuacja zmusiła mnie do opuszczenia moich terenów. Głód owił całą mą krainę, dom został zniszczony, a dzikie bestie, takie jak ta, która zostawiła mi pamiątkę po sobie na oku - prostuje się, mówiąc pewniej - ...Beztrosko zaczęły przekraczać granice swoich terenów.
-A on...? -rzekł któryś ze starszych wilków, patrząc z dystansem na Ron'a, który widać, że średnio chciał wierzyć pasiastemu wilkowi- Co on tu robi?
Liar popatrzyła przelotnie na Eros. Widać, że się nieco zamieszała. Przecież lis jest tutejszy, od biedy by sobie poradził, ale przecież, jak ma możliwość darmowego, nie kosztującego go grosz wysiłku jedzenia, to czemu by nie skorzystać... Ach, te jakże oczywiste cechy gatunku...
-Lis nazywa się Ron... Prosił o przenocowanie i jedzenie... Nie możemy mu odmówić, prawda? -powiedziała już pewniej, broniąc rudzielca.
Ktoś tu ma dobre serce. Za dobre. W moich stronach byś tym sposobem nie przetrwała, kruszyno. -pomyślała Liar.
-Tak, proszę o pomoc... Odwdzięczę się...
Jasne lisie. Z całą pewnością. - pomyślała szybko, patrząc na niego z politowaniem. Przestała słuchać, o czym mówią pozostałe wilki, aż do momentu, kiedy Eros stanęła przed nią, niemalże krzycząc.
-Liar, Ron...chodźcie. Pokażę wam, gdzie możecie przenocować.
Wolferoon ruszył za nią od razu, posyłając wilkom wdzięczne, łagodne spojrzenie. Cudownie, jedno z głowy. Kiedy stanęli przed wysoką grotą popatrzyła karcąco na lisa. Dlaczego jest tylko jedna... Ma przebywać z kimś innym?! Z zamyśleń znowu wyrwał ją łagodny głos łaciatej wilczycy.
-Możecie tu zostać na jakiś czas.
-Ale, że obaj? -powiedział z niesmakiem lis, na co Liar tylko się skrzywiła.
-Tak, to chyba nie problem, prawda? -powiedziała na tyle pewnym tonem, że rudzielec uległ. - zobaczymy się jutro. -tylko tyle mówiąc, wróciła do rodziny.
Liar nie czekając na Ron'a znalazła sobie miejsce, gdzieś w głębi jaskini, i kładąc się, westchnęła głęboko. Nie ufała lisowi. Nie ufała nikomu. Może czas to zmienić, przynajmniej do powrotu w góry...?
Ron?
-Słyszałam, lisie. Słuch mam, akurat bardzo dobry. - powiedziała, śmiejąc się cicho pod nosem.
Oddaliła się od zwierząt, widząc, jak rudzielec zgromił ją wzrokiem. Musi pokazać, że nie chce ich zdominować, szczególnie Eros, u której na jakiś czas musi się zatrzymać i dowiedzieć co-nieco o tutejszych terenach.
- Tutaj spędzicie trochę czasu... - oznajmiła Eros. - To najchłodniejszy sektor. Potem wymyślę lepsze miejsce...
Kiedy przyszli, popatrzyła na wszystko czujnym okiem. Kilkoro szczeniąt, paręnaście dorosłych wilków, nieco młodzieniaszków... Czuła się taka... Wyrośnięta. No cóż, wzrost tutaj odgrywał znaczącą rolę. Poza tym, Wolferoony są masywniej zbudowane od zwinnych lisów, czy gatunku jej nowej znajomej. Widząc wzrok niektórych dorosłych osobników skarciła się w duszy za to, że znowu musi użyć kłamstwa i gry aktorskiej, po czym przybrała najbardziej niewinną, zbitą, i niepewną postawę, na jaką ją było stać, chowając się delikatnie za Eros. Wilczyca nie miała najmniejszego pojęcia, jak zacząć rozmowę. Przedstawić się? Wytłumaczyć, co tu robi? Patrzyła na wszystkich po kolei, i zaczęła mówić pewnym tonem, chociaż zdało wyczuć się tam nutę uległości.
-(..) sytuacja zmusiła mnie do opuszczenia moich terenów. Głód owił całą mą krainę, dom został zniszczony, a dzikie bestie, takie jak ta, która zostawiła mi pamiątkę po sobie na oku - prostuje się, mówiąc pewniej - ...Beztrosko zaczęły przekraczać granice swoich terenów.
-A on...? -rzekł któryś ze starszych wilków, patrząc z dystansem na Ron'a, który widać, że średnio chciał wierzyć pasiastemu wilkowi- Co on tu robi?
Liar popatrzyła przelotnie na Eros. Widać, że się nieco zamieszała. Przecież lis jest tutejszy, od biedy by sobie poradził, ale przecież, jak ma możliwość darmowego, nie kosztującego go grosz wysiłku jedzenia, to czemu by nie skorzystać... Ach, te jakże oczywiste cechy gatunku...
-Lis nazywa się Ron... Prosił o przenocowanie i jedzenie... Nie możemy mu odmówić, prawda? -powiedziała już pewniej, broniąc rudzielca.
Ktoś tu ma dobre serce. Za dobre. W moich stronach byś tym sposobem nie przetrwała, kruszyno. -pomyślała Liar.
-Tak, proszę o pomoc... Odwdzięczę się...
Jasne lisie. Z całą pewnością. - pomyślała szybko, patrząc na niego z politowaniem. Przestała słuchać, o czym mówią pozostałe wilki, aż do momentu, kiedy Eros stanęła przed nią, niemalże krzycząc.
-Liar, Ron...chodźcie. Pokażę wam, gdzie możecie przenocować.
Wolferoon ruszył za nią od razu, posyłając wilkom wdzięczne, łagodne spojrzenie. Cudownie, jedno z głowy. Kiedy stanęli przed wysoką grotą popatrzyła karcąco na lisa. Dlaczego jest tylko jedna... Ma przebywać z kimś innym?! Z zamyśleń znowu wyrwał ją łagodny głos łaciatej wilczycy.
-Możecie tu zostać na jakiś czas.
-Ale, że obaj? -powiedział z niesmakiem lis, na co Liar tylko się skrzywiła.
-Tak, to chyba nie problem, prawda? -powiedziała na tyle pewnym tonem, że rudzielec uległ. - zobaczymy się jutro. -tylko tyle mówiąc, wróciła do rodziny.
Liar nie czekając na Ron'a znalazła sobie miejsce, gdzieś w głębi jaskini, i kładąc się, westchnęła głęboko. Nie ufała lisowi. Nie ufała nikomu. Może czas to zmienić, przynajmniej do powrotu w góry...?
Ron?
niedziela, 3 grudnia 2017
Liarra - "Śnieżnooki kłamca"
Im dłużej szłam przesiąkniętą wilgocią ścieżką tym bardziej tęskniłam za pięknym obitym lodem krajobrazem gór. Tutaj... Ehhh. Wszędzie błoto, w dodatku zaczął siąpić deszcz. Skuliłam pysk, kiedy z dużych liści nagle spadła większa ilość wody. Jedynym powodem, dla którego zrezygnowałam z gór jest głód, jaki owił tamte krainy. Musiałam stamtąd uciekać. Prędzej czy później zginęłabym przez skrajne wycieńczenie. Szłam tak dłuższą chwilę, użalając się nad własnym losem, kiedy usłyszałam z daleka szelest w głębi lasu. Zastrzygłam dużymi uszami, lokalizując w momencie zająca. Może i był z lekka wychudzony, ale nie mogę teraz wybrzydzać. Niewiele myśląc rzuciłam się w pogoń, jednak na marne się to zdało, małe i szybkie stworzenie było zwinniejsze niż przerośnięty wilk nieradzący sobie w gęstwinie gałęzi i dzikich, płożących się po ziemi malin. Zacisnęłam zęby, przybierając wściekły wyraz pyska, i patrzyłam w stronę, gdzie zniknął mój obiad. Szłam następne pół dnia, czując, jak sierść na szyi zaczęła się kleić, pędzel na ogonie zupełnie przemókł, a ja wyglądałam jak siedem nieszczęść, w dodatku głodne i zmęczone. Patrzyłam na przewalone drzewa, które na swój sposób utworzyły wysoką pionową półkę. Wybiłam się mocno, i wbijając mocno przednie łapy w korę drzew podciągnęłam się, stając na moim tymczasowym legowisku. Zwiesiłam przednie łapy, oparłam na nich pysk, i nastawiając uszy słuchałam, czy może gdzieś w pobliżu nie napatoczy się jakaś sarna, zając, czy chociażby jakiś gryzoń. Nie wiele musiałam czekać, już po chwili usłyszałam czyjeś głosy. Bez problemu daleka zobaczyłam wilka z łatami na grzbiecie, który szedł... Z lisem? Gdy przechodzili obok, niewiele myśląc zeskoczyłam z wysokich pni drzew, lądując ciężko na ziemi. Patrzyłam to na jedno, to na drugie, skanując ich czujnie wzrokiem. Wyprostowałam się i położyłam uszy, dając im do zrozumienia, że nie chcę walczyć, i czekałam, czy którekolwiek zacznie rozmowę...
Eros
sobota, 2 grudnia 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)
